piątek, 19 marca 2010
Freddie Joachim. Pan, który tworzy, mieszając gatunki, pod warunkiem 95 uderzeń na minutę. Ja lubię takich panów. W jego przypadku, zwłaszcza, w piosence what woman really needs czy the geback instrumental. Nie ma wielkiego patosu, daremnych prób wywoływania stylu z potoku nieistotnych dźwięków. Jest rytm, sunący gdzieś obok mnie, kiedy zajmuje się totalnie wszystkim, ale nie myśleniem o kontekście. A nadto Mleczo był na party. Żadnych wniosków. Jakie mają być, zresztą, kiedy siedzę na przeciwko pięknej jednej, podoba mi się totalnie, cała, ale wszystko, co wydobywam z siebie, jest tragicznie nieinteresujące, a ona mówi, że koleżanka dała mi suszarkę, a potem pojechałyśmy do berlina. To istotne. Tyle, że nie teraz. Frieddie płynie, Anna piękna, Anna niedostępna.
środa, 17 marca 2010
A odchodząc od jazgotu pokolenia, to znaczy przechodząc w zakres innej beczki, chciałbym zapytać swojego szefa: how cant you love bossa nova? Taki miły człowiek, prawnik-wzór do naśladowania dla mnie, ale takie wielkie upośledzenie tutaj. Raz jeszcze pytam, szefie: how cant you love bossa nova?!??!?!?!?!?!?!
Stare teledyski nie są odpowiedzią na inercję mijającego wieczoru. Bierność, regres, horible. Przy czym, teledyski są o.k. Mówią tam, m.in., że: (...). Starałem się, mocno słowa są okrutne, bolą, estetyczne oczy umęczone. Tyle, że energia wchodzi mocno przez skórę, wybijając jej powierzchnią rytm, skupiając się w okolicach płatu skroniowego, dając efekt w palcach skaczących bezlitośnie, stopie budującej dziurę w okolicy dołu krzesła. Esteci nie uznają pewnych gatunków, widząc wyraz bardziej w mówieniu o już w zasięgu ramion pozostaje, niż każdy się chwali że ma świat, ale który? wedle detali, wolę rap, a nie fury. Tylko czy funkcją nie jest konstruować się samemu, słysząc, niż pozwalać się kształtować temu, co słychać, gdzieś. Wyraz jest siłą, którą muzyka narzuca na kolejne z kilkuset sekund następujących od chwili play. Wyraz musi przejąć, sekundy mają produkować myśli. Przekaz nie jest słyszalny, przekaz jest wytworzony, słuchać nadaje sens. Mówiąc wprost, konsekwencja muzyki jest uosobieniem geniuszu, konsekwencja bezspornie. Co do reszty, z tolerancją. czyli kradnę te sample.
wtorek, 16 marca 2010
Czasem chcesz więcej, niż jedna siedemnastka wśród osób ostatnio odwiedzających twój profil. Jednak przede wszystkim nie chcesz powtarzać wielkich i tragicznych historii na nowo. Mleczko w zakresie the streets-has it come to this.
poniedziałek, 15 marca 2010
Mleczko miał: 1. Napisać co najmniej 4 strony pracy magisterskiej, 2. Przygotować zarys szkoleń na piątek, 3. Opisać wyrok WSA. Mleczko dokonał: 1. Krótka rozmowa z Małgorzatą figurach geometrycznych, 2. Krótka lektura artykułu w Le monde. Napisałby, co z tego wynika, ale nie napisze, bo wstyd. Nie wynika nic. Wszak nic straconego. Jutro pójdzie Mleczko do kancelarii, dyskretnie wlepiać wzrok w drogą panią. Maleńczuk śpiewał "a proszę pani, niech mnie pani już nie rani, bo ja nie jestem do ranienia!"
niedziela, 14 marca 2010
Lata lecą, a Mleczko jedyne o czym pisze, to o dupach w każdej konstelacji. Nie, Mleczko nie jest monotematyczny. Mleczko jest wyspecjalizowany. Wrocław jak zwykle kapitalny, w każdej z ulic, które konstruują jego centrum. Schody do nieba, miejsce, które Mleczku nie pozostawiło żadnych wątpliwości w przedmiocie, czy istnienie daje satysfakcje, czy muzyka chłonięta na starej kanapie, z piwem i w kaszkiecie, jest doznaniem niepowtarzalnym. Niebo, co wskazuje, że wychował nas Hormon. Avangarde, który w pamięć zapadnie jako wyspa w szumie, wyróżniająca się pogrążającym naturalność krzykiem Przemysława. Mleczko wciąż odpala papierosa od papierosa.
piątek, 12 marca 2010
Sprawa jest bezwzględnie prosta. Trzymasz tę pięść pod podbródkiem wprost poetycko. Zresztą, widziałem to już dawno temu, w pociągu, którym jechaliśmy o 5 rano. Konsekwentnie padam więc przed twoją urodą. - tak sobie myśli Mleczko tej nocy. Po koncercie, co okazał się miły. Śpiewał tam Pan sobie "wszystko co w zasięgu / ramion naszych pozostaje", a na Mleczku wrażenie robi to kapitalnie. Pan ten jest wiarygodny w swoich tekstach bulgoczących naiwnością, niewinnością, tą love niespodziewaną. Tylko on jest wiarygodny w tym, Mleczko rzecze. Jutro zresztą Wrocław, do którego Mleczko się wybiera. Cel numer 1 to rura jazz club, cel numer 2, to nie zwariować. Naprawdę fajnie tańczysz i w ogóle, Mleczko miał powiedzieć. Przy czym niedostępność jej jest szeroko konstatowana. Mleczko zasypia, dostrzegając paranoję chwili.
wtorek, 09 marca 2010
Marudzenie Mleczku nie przystoi. Nie mniej jednak Mleczko traci zdolność kompilowania mocniejszych środków wyrazu. Mleczko raczej wróci pisać pozew, zostawiając światu problem dotyczący perspektyw na dzisiejsze popołudnie.
poniedziałek, 08 marca 2010
Mleczko
Mleczko jest singlem. I mleczko ma problem, bo to trudny problem do percepcji. Mleczko jest świadomy pozytywnych stron tego stanu, które w pewien sposób są wiodące. Mleczko chciałby być jedynie w znikomym stopniu szczęśliwy, to jest w taki sposób, aby wesoło czuć się ze sobą. Jest to wykonalne, zdaje sobie sprawę Mleczko, niestety przeważnie bywa trudne. W końcu to wirująca, kręta, zadymiona droga do szczęścia, prowadząca przez dramat i konsekwencje hedonizmu. Droga bez końca, albowiem Mleczko świetnie rozumie fakt, iż będąc w związku, szczęście nie jest oczywiste, co więcej, jest absolutnie nieoczywiste. Mleczko jest eklektykiem, widzącym zupełny brak korelatu pomiędzy wolą świadomą, wolą nieświadomą, pożądaniem, takim i takim. Rzecz w tym, że Mleczko jest gorzkie. Mleczko nie posiada rozwiązania; pomysłu, na kolejny dzień w tym kontekście. Ale Mleczko nie będzie się tego obawiał, tym trudził. Mleczko wszedł w mechanizm i będzie brnął przez drogą, szukając swojego szczęścia, co zapewne, jak wiadomo z doświadczenia, ma blond włosy i niebieskie oczy, nie więcej niż 170 cm wzrotu i swoje zdanie na takie tematy, których Mleczko, z całą swoją pokraczną finezją, nawet sobie nie wyobraża. To szukam.
piątek, 08 stycznia 2010
Coś o słowach. Coś, co pozwoli tylko stwierdzić, że ich nie ma. W tej chwili nie jestem władny powiedzieć, gdzie one są. Wiem wyłącznie, że cierpią, że gniotą się biernie, że cierpią gdzieś w okolicy; wciąż istniejące wspomnieniem, tak bardzo nieobecne. Siedząc tutaj, chcąc mocno coś wydostać z siebie, widzę tylko, że są fakty. Są, jako beznadziejny substytut, tlący się pośród wystukanych brzmień starych rapowych piosenek, z pod przerw w szynach, które irytuje pociąg. Jestem przekonany, że fakty te nie są tym dokładnie, czym chciałbym być motywowany. By chodzić, by kochać, by się cieszyć, by iść na fajkę, żeby otworzyć dwoje oczy w afirmacji kolejnej sekundy, lepszej, niż ta genialna przed chwilą. Fakty powodują kilka rzeczy, idiotycznych. Powodują, że siedzę z kolegą, pogrążony w niesmaku niesmacznej rozmowy, co do której wiem że spaja ją zboczona chęć zanegowania wszystkiego, a w konsekwencji odnalezienie konsensusu umilającego chociaż najbliższy tydzień. Fakty, te które stwarzają mnie świetnego we wtorek, kiedy jedna siedzi przy stoliku w po godzinach, pełna stylu, seksu, niezależnego spojrzenia; te same fakty, które w czwartek pozwolą mi unieść się poza poziom przyciasnych spodni na chwilę przed 19, żeby upaść po 21. Właśnie one, które sprawiają, że zasadniczo nie znam swojej polityki co do następnego tygodnia, chociaż jeszcze kilkanaście tygodni temu byłem jej bardziej pewien, niż tego, że uwielbiam cię w szpilkach. Wciąż rap, tak wykładnia mijających chwil. Jest taki bezwładny, taki płynący, pulsujący w kontekście budujących się myśli, tak samo bezwładnych, pulsujących. Wracam do słów, nie wiem, czy tylko dzisiaj, czy na chwilę dłużej. Nie wiem, ale jestem cokolwiek świadomy, że robi się zupełnie inaczej. Absolutnie inaczej. |